sobota

sasaeng


czyli o bezczelności, z którą nie ma jak walczyć.
Zbierałam się do tego tematu od dłuższego czasu, ale jakoś zebrać się nie mogłam. Tymczasem im dalej tym ciekawiej. Cyrk taki że hej. O czym dzisiaj będzie? O EXO, a dokładniej o ich fanach, a jeszcze dokładniej to o sasaengach . W osłupienie wprawiło mnie doniesienie, ze fani EXO zakłócili ślub brata jednego z członków EXO. Wprosili się bezczelnie, robili zdjęcia, filmowali, przepychali się i jeszcze na dodatek prosili o autografy. 

"30 minut przed ceremonią, Beak i EXO przyjechali[..]. Byłem popychany (wypowiada się kuzyn) ze wszystkich stron. Hol nie był mały, ale i tak został zapchany przez ludzi, z czego przynajmniej połowa z nich podążała za EXO, krzycząc i pstrykając zdjęcia aparatami. W końcu wezwaliśmy obsługę, aby ich wyprosili,  ale po jakiś 5-10 minutach oni już tam znowu byli, wprowadzając ogólne poruszenie. Baekhyun przepraszał wszystkich naokoło. [..]. Panna młoda, czekająca „zapleczu”, gdy usłyszała hałas, to była zszokowana [tym co się działo].

„Kiedy trzech członków EXO śpiewało piosenkę dla młodej pary, fani zaczęli podchodzi do przodu, robić zdjęcia, wchodzić na krzesła i filmować. Po odśpiewaniu piosenki, zaczęto kroić tort, a członkowie EXO poszli do tyłu. […] Fani zaczęli robić im zdjęcia i prosić o autografy. Goście nie byli w stanie wyjść, bo tył był zablokowany przez fanów." Cytaty pochodzą stąd.

Trzeba mieć tupet, żeby robić takie "bydło".
Ja się tylko zastanawiam, czemu nikt odpowiednio nie zareagował. Czemu nie wezwano policji, ochroniarzy, czemu krewni nie pokazali im drzwi?

Jaki problem jest z sasaengami, że nikt nie reaguje? Niestety na jednym się nie skończy. Szkoda, bo by szybciej poszło ich wyliczanie :P
- są oni w większości niepełnoletni. To już stawia ich na wygranej pozycji. Korea pod tym względem to dziwny kraj. Można odnieść wrażenie, że dla władz, osoby od piątego roku życia do 18 ( 19 koreańskiego) bez względu na to czy mają 7 czy 17 lat, to małe rozkoszne niewinne pyzate dzieciaczki, które trzeba chronić przed wszystkim, szczególnie aby nie dotarły do nich niestosowne treści przeznaczone dla dorosłych, które mogłyby nadwyrężyć ich niewinność. Logiczne jest więc, że władzom w głowie się nie mieści, ze trzeba byłoby chronić dorosłych przed tymi pyziatymi kruszynkami, no bo jak to tak. To przecie trza na odwrót! Jak ktoś może mieć problem z dziewuszką w czerwonym sweterku w kropeczki, której jedynym przewinieniem jest to, ze drepcze sobie krok w krok za ładnym chłopcem. Przecież ona się tylko bawi, uśmiecha do niego, podsyła mu buziaczki i prezenty więc władze nie będą reagowały na zabawy małych dziewczynek, które podkochują się w chłopcu pięknym jak obrazek. I co niby ma zrobić policja w takim przypadku? Dać jej klapsa, czy posadzić na karnego jeżyka?  Przecież nie zamkną jej za kratkami, tak samo jak nie zamkną tych, którzy maltretują w koreańskich szkołach  swoich "kolegów". Wykroczenie niepełnoletnich są bagatelizowane i patrzy się na nie z pobłażaniem.  W przypadku EXO wiąże się to z punktem drugim.


- są dziewczynami i mają fory. Jakoś przyjęło się, że faceci powinni cieszyć się że uganiają się za nimi dziewczyny, no bo jak inaczej? Każdy powie, że gorzej jak się nie uganiają. Więc wyobrażam sobie, że to trochę wstyd przyznać się przed policją, ze ma się dość zainteresowania ze strony młodych dziewczyn, a i nie wiem czy można w takim wypadku liczyć na ich zrozumienie. Poza tym jeśli wziąć pod uwagę punkt pierwszy, to idole znajdują się w patowej sytuacji. Nie mogą się bronić, zareagować, odepchnąć, wydrzeć się, powiedzieć dosadnie co myślą, albo jakiegoś sierpowego chociaż posłać szanownej fance, której ręce zawędrowały tam gdzie nie trzeba , bo to tylko dzieciaczki, małe dziewczynki, a tu dorosły chłop używa siły, przecież to się w głowie nie mieści. Pamiętam jak chłopacy z JYJ mieli przejścia z sasaengami, jak doszło do jakiś przepychanek i wyzwisk ze strony chłopaków to potem chciano ich zlinczować publicznie, no bo tak się nie godzi. Przecież to DZIEWCZYNY. BA! Nieważne, że cie staranują i przewrócą, chcą cie całować, śledzą, a ty musisz ich jeszcze przeprosić! To jest dopiero porażka.

Wyobraźmy sobie odwrotną sytuację. Idolka jest oblegana przed gromadę facetów np. na lotnisku, którzy dotykają ją bezczelnie po dajmy na to biuście. Gdyby ombacywacz dostał od tej idolki  z liścia lub kuksańca, to by jeszcze ją pochwalono za to we wszystkich stacjach telewizyjnych, a tamtego faceta zrównanoby z ziemią. Już paru facetów aresztowano za niewybredne „żarty” na tle seksualnym, które dotyczyły znanych dziewczyn ( w tym przypadku właściwie jednej ):

Podwójne standardy się znowu kłaniają. To smutne, bo nikt nie reaguje gdy krzywdzeni są chłopacy, bo chyba według Koreańczyków, facet po prostu nie może być skrzywdzony przez niepełnoletnią kobietę, że to po prostu niedorzeczne.


Sytuacji nie poprawia punkt trzeci.
- są ich fankami – to od nich dostają pieniądze i są od nich uzależnieni. Nieważne jak bardzo są irytujący, żenujący to i tak muszą odnosić się do nich z szacunkiem, sympatią. Wiedzą, ze jeden fałszywy krok – to jest jakiś dzieciaczek poczuje się wielce urażony i przekona pozostałe dzieciaczki że pan X jest bee, to jest się po prostu skończonym. Tak to działa niestety, ze ponad wszystko trzeba dbać o dobry wizerunek bez skazy, więc jedyne co pozostaje, to uprzejme prośby na profilach społecznościowych i apele miedzy słowami, więc zamiast powiedzieć, nie chcemy was widzieć w czasie prywatnym! Nie macie prawa za nami chodzić! to co najwyżej  możemy liczyć tylko na takie sugestie:

"Chociaż lubimy jak [sasaengi] przychodzą aby nas zobaczyć ( mój komentarz: że co proszę, to żart prawda?), wolelibyśmy aby zachowywali porządek i maniery w miejscach publicznych …" cytat stąd

Jednym słowem fan to fan, nieważne co robi trzeba ponad wszystko mówić, że się go lubi, bo jeszcze odjedzie i przestanie płacić, bo inni nagłośnią sprawę i wyjdzie na to, że idole nie szanują swoich fanów i są niewdzięcznymi egoistami. Z takim podejściem, jeszcze długo się nic nie zmieni. Zresztą na netizenbuzz, pojawił się niedawno ciekawy komentarz:

"Jedynym sposobem aby zatrzymać sasaengów jest zaprzestać produkcji idoli"

I coś w tym naprawdę jest, bo jak zawsze kij ma dwa końce. Można „najeżdżać” na fanów EXO, ale przecież oni nie wzięli się tak po prostu. Oni tak się zachowują, bo SM dała im do tego odpowiednie warunki. Chłopaków podano im na tacy. Nie bez powodu mówi się, że EXO przejęło sasaengów od DBSK, więc SM wie jak celować w nastoletnich odbiorców. EXO nie powstało po to aby promować muzykę, ale aby zaspokoić fantazje nastolatek. Kto nie wierzy niech zobaczy jak wesoła twórczość kwitnie gdzie popadnie. Zawsze tak będę twierdzić, bo to co się działo jeszcze przed debiutem utwierdziło mnie w tym przekonaniu. Dziewczyny pokochały ich - albo może inaczej: rozbudzono ich fantazję - jeszcze zanim cokolwiek wypuścili. Obwołani najpiękniejszymi, najzdolniejszymi, najcudowniejszymi, tymi, który podbiją cały rynek muzyczny, a było to na jakieś 4-5 miesięcy jeszcze przed samym debiutem. Czym się sugerowano? Oczyścicie ich wyglądem i rzekomymi charakterami, ale wiadomo jeszcze jak się kobietom nawbija zawczasu, ze to właśnie ci są tymi pierwszej ligi, to wiadomo, ze świeczki im się w oczach zaświecą, że tacy są super :D  Uwierzyłabym, że jest inaczej gdyby, to całe zainteresowanie spadło na nich po wydanym krążku, a nie wtedy kiedy wszyscy zobaczyli po dwa zdjęcia i ich "próbki" taneczne. Więc EXO a raczej SM sprzedaje bardziej chłopaków niż ich muzykę :P Samo to w sobie nie jest niczym złym, produkt jak produkt, byle się sprzedawał. Nie można ich też winić, za to że chcąc trafić do nastolatek, trafili też w gusta sasaengów. Problem jest raczej, taki że znając doświadczenia np. DBSK, nadal niewiele robią, aby chłopakom jakoś pomóc ... właściwie nic się nie zmieniło.

znani a nieznani - kiedy czyta się te wszystkie doniesienia, ze fani ich obmacują, przewracają, zakłócają cisze nocną, śledzą zastanawiam się co robią ich ochroniarze? Hmmm... zdziwiłam się trochę jak odkryłam, że ich wcale nie mają ... możne wydawało mi się, ze skoro to już TAKIE gwiazdy, ze nie mogą odpędzić się od fanek to powinni je mieć, w końcu na Zachodzie tak chyba właśnie robią te wszystkie wielkie sławy. Potem przeczytałam, że SM i tak im na to nie da, bo to za drogo wychodzi O_o, poza tym co ci ochroniarze mieliby robić? Odpędzać 12-latki? Niby jak? Pogrozić im palcem? Problem jest też taki, że EXO w Korei nie jest jakoś bardzo znane, to żadne wielkie gwiazdy mieszkające w wielkich luksusowych domach, nie mają takich zarobków, stylu życia, ani możliwości decydowania o tym co mogą robić, gdzie chcą i w jaki sposób bywać. 

No i już na końcu kolejny problem, czyli jak łatwo zostać sasaengami. Wydaje Ci się, ze ciebie sasaengostwo nie dotyczy? Więc zastanów się, czy gdybyś mieszkał w mieście do którego przyleci twój wymarzony pan, ten naj naj X i wiesz o której będzie na lotnisku, gdzie będzie mieszkał (5 minut od twojego domu, hurra! ), to czy nie pójdziesz w te miejsca aby go zobaczyć? Oczywiście, że pójdziesz. Pomyślisz, a przecież pójdę tam na chwilę, taka okazja nie zdarza się często, porobię zdjęcia i postoję sobie, aby go tylko tak trochę z daleka pooglądać, może jak będę cierpliwy i postoję przed hotelem to zdobędę jego autograf. Do niedawna, myślałam, że to nic takiego, ale zmieniłam zdanie po przeczytaniu jednej dyskusji na netizenbuzz.blogspot.com, że niestety prawda nie jest aż tak wygodna :P, bo wiele osób takie działania podciąga pod sasaengostwo, bo tak to się zaczyna w Korei. Pójdę popatrzyć z daleka, a potem to "daleko" nie wystarcza, chce się jeszcze bliżej i bliżej. Niestety, trzeba szanować prywatność idoli, aktorów ( szczególnie tych z pierwszej ligi, bo inni to mogą się nawet z tego cieszyć ), a nie chodzić za nimi i dopraszać się autografów i zdjęć, bo poza sceną, serialem czy filmem, to są dla fanów, a przynajmniej powinni, być zupełnie obcy ludzie, a to, ze znasz jego piosenki na pamięć, czy widziałeś wszystkie jego seriale nie upoważnia cię, do zaczepiania go, kiedy tylko ci się podoba i oburzania się jak potraktuje cię wtedy z góry, lub po prostu „oleje”. Smutne, ale prawdziwe :(.

Głowa do góry! Nie wszystko stracone. Pozostają płatne fanmeetingi … na których możesz pana X wyściskać, zdobyć wymarzony autograf, zdjęcie i poogladać go sobie do woli. Pieniądze ponoć szczęścia nie dają, ale idole dzięki nim przynajmniej się do ciebie uśmiechną, fałszywie bo fałszywie, no ale przynajmniej nie uciekają i są zadowoleni, że nie wysiadujesz na ich wycieraczce :D


piątek

na różowo


czyli o mierzeniu wartości synów liczbą córek.

Kiedy obecni koreańscy idole i aktorzy przychodzili na świat, w ich rodzinach musiało być wielkie święto. Nie dlatego, że pewnie każdy z nich odznaczał się wielka urodą, ale dlatego, że byli to chłopcy. Jeszcze w latach 80 i na początku 90, w Koreańczykach bardzo silnie było zakorzenione przekonanie, że jedynie chłopcy to powód do prawdziwej radości w rodzinie. Wtedy to bowiem jeszcze grzmiały zewsząd powielane mądrości „ jeden syn jest warty 10 córek”, „najważniejszym zadaniem kobiety jest urodzenie syna”. Za urodzenie dziewczynek zgodnie z tradycją matki musiały przepraszać rodzinę, bo nie podołały zadaniu – urodziły bezwartościowe córki.

Tym oto niezbyt miłym wstępem postanowiłam, że popełnię nową serię na blogu: o kobietach. Pierwszy ( i mam nadzieję, że nie skończy się tylko na nim ) wpis z cyklu, będzie niejakim wprowadzeniem w sytuację koreańskich kobiet, coby sobie przygotować dobry grunt na inne tematy.

Wróćmy jeszcze do lat kiedy to nasi ulubieńcy ledwo co raczkowali, dlaczego akurat do tego okresu? Ponieważ właśnie w tym czasie zaczęły się przemiany, które doprowadziły do tego, że jak podano w czerwcu tego roku liczba kobiet  p o raz pierwszy zrównała się z liczbę mężczyzn [1] *od pierwszego spisu powszechnego z 1970 roku. Przedtem jednak nie było różowo. Było niebiesko, od koloru śpioszków i czapeczek. Korea jeszcze do niedawna przodowała razem z Chinami i Indiami w przewadze chłopców nad dziewczynkami. W 1990 roku na 116 chłopców przypadało 100 dziewczynek[1] ( dla porównania w Chinach najwięcej jak do tej pory było 117:100 ). W 1987 roku władze kategorycznie zakazały lekarzom ujawniania płci dziecka w badaniach prenatalnych, co i tak nie było przestrzegane, a i później uznano tez zakaz za niekonstytucjonalny … 

Zauważono jednak narastający problem i zaczęto reagować - w ciągu ostatnich 30 lat z inicjatywy władz przeprowadzono liczne kampanie społeczne zachęcające do jakby to nie zabrzmiało ... pokochania i akceptowania swoich córek. Dosłownie. Jednym z najbardziej znanych sloganów to zmienione powiedzenia, które przytoczyłam powyżejdobrze wychowana córka jest warta więcej niż 10 synów” i „Pokochaj swoją córkę”. Niestety nie znalazłam żadnych pozostałości tych kampanii, a szkoda. Z zachodniego punktu widzenia najbardziej jednak uderza ten pierwszy slogan, który tak naprawdę nie mówi, że dziewczynki są tyle samo warte co chłopcy – one nadal są bezwartościowe – zyskują tylko wtedy kiedy im się coś wpoi, nauczy, wychowa, zaprogramuje – a wychować dobrze to znaczy tak aby były ciche, uległe i bezkrytycznie posłuszne najpierw swoim rodzicom, później swojemu mężowi, a następnie synowi. Może chciano dobrze, ale wyszło jak zwykle, czyli po konfucjańsku, w myśl zasady, że kobieta musi być kierowana przez innych – czyli mężczyzn, bo inaczej biedaczka nie podoła, czemu? pewnie niczemu....


Jeśli ktoś zastanawia się dlaczego tak ważne było urodzenie syna – to pomijać już konfucjańską zasadę, że to najważniejszy obowiązek kobiety, potwierdzeniem jej wartości, na dokładkę przeświadczenie, że to wstyd dla mężczyzny go nie mieć, to posiadanie syna była dla rodziców inwestycją na stare lata. To on ze swoją żoną zostawał i opiekował się nimi. Córki szły do teściów i stawały się częścią rodziny męża i miały się zajmować nimi i ich domem. Synowie i ich żony także według zwyczaju płacili i  płacą nadal  regularne „kieszonkowe” rodzicom aby ich wspomóc finansowo. Rodzince małżonki na taką zapomogę liczyć nie mogli, a jeśli już to minimalną, wyciułaną pokątnie przez córkę, jeśli ta zarabiała. Jeszcze 25-30 lat temu ogromna liczba dorosłych mieszkańców miast, została wychowana na wsiach, gdzie szczególnie wyglądano synów, którzy bardziej nadawali się do pracy w gospodarce. 

Z czasem jednak zaczęło się coś zmieniać. Po kryzysie finansowym pod koniec lat 90 kobiety wyległy z domów, porzucając gary, dzieci i ruszyły pędem do pracy, gdyż mąż nie był w stanie sam utrzymać już rodziny. Okazało się, że kobiety pomimo iż zarabiają mniej i dostają mało prestiżowe posady mogą sobie nieźle radzić na rynku pracy, a może inaczej rzecz ujmując zmieniło się postrzeganie kobiet jako tych, które nadają się tylko do garów i obsługi pralek – zobaczono, że mogą pracować także zawodowo, zarabiać pieniądze i co najważniejsze być zupełnie niezależne, a tym samym mogą z powodzeniem pomagać rodzicom na starość. Jednak kamień milowy leżał gdzie indziej. Było nim zniesienie w 2005 roku hoju ( weszło w życie od 2008 ), czyli system rejestrów rodzinnych, które za głowę rodziny uznawały tylko mężczyznę niezależnie od jego wieku i do którego to były przypisane kobiety z nim spokrewnione ( matki, córki, babki ) lub spowinowacone (żony). Przedtem - a właściwie tak niedawno - dochodziło do takich absurdów, kiedy to mały chłopiec, albo co lepsze noworodek, będąc jednym mężczyzną w rodzinie miał więcej praw niż jego matka czy babka i miał teoretycznie najwięcej do powiedziana w sprawach rodzinnych.


No i co było dalej?  Po pierwsze Koreanki rzuciły się do nauki, aby robić przysłowiowe "kariery".  W 2006 roku 6 na 10 Koreanek kontynuowało naukę po szkole średniej, gdy w 1981 roku było to zaledwie 1 na 10. Do zamążpójścia tez się kobietom przestało spieszyć - w tym roku padł rekord w Seulu i średnia zamążpójścia wynosi tam 31 lat. Wiele kobiet nie dość ze nie chce mieć synów, to w ogóle nie chce mieć dzieci ( według badań ponad połowa zamężnych kobiet deklaruje, że nie widzą potrzeby posiadania dziecka) . Ci, którzy się na to decydują coraz częściej pragną dziewczynek,  .. miedzy innymi dlatego bo im to taniej wyjdzie ... tj. wydatki związane z ożenieniem syna przyprawiają rodziców o ból głowy i długi ... [1][2]

http://www.koreaherald.com/view.php?ud=20120320000935
Paradoksalne jest to, ze ta wielka chęć posiadanie „synusia” w latach 70/80 odbija się teraz dla wielu rodziców jak i samych mężczyzn bardzo gorzko: wielka dysproporcja liczby kobiet do mężczyzn spowodowała, ze brakuje kandydatek na żony dla Koreańczyków, wielu z nich nie znajdzie w swoim przedziale wiekowym chętniej do zamążpójścia kobiety ( 1 na 5 Koreańczyków do 2014 roku nie znajdzie z tego powodu małżonki), a zmiany społeczne sprawiły ze panie na rynku matrymonialnym są górą.  Przebierają, wybrzydzają, mają wysokie wymagania, które niełatwo sprostać coraz większej liczbie kandydatów, którzy muszą harować od rana do nocy, aby mieć jakakolwiek szanse aby ktokolwiek z panien łaskawie rzuciła na nich okiem. Gdy pieniędzy i kandydatek z Korei brak, sprowadza się kobiety z Azji Południowo Wschodniej i cała ta czystość koreańskiej/rodowej krwi o której tak zabiegano 30-40 lat starając się o syna trafia przysłowiowy szlag... Żeby tego jeszcze było mało kobiety nie chcą żenić się z pierworodnym synem ponieważ nie chcą mieć na karku teściów i stać się ich służącymi na posyłki, więc ci mają jeszcze bardziej pod górkę.

Nic dziwnego więc, ze według najnowszych badan”jedynie” 30% osób uważna posiadanie syna za istotne, w takim przekonaniu żyją głownie ludzie na wsiach, gdzie siła tradycji jest szczególnie trudna do zniwelowania i którzy de facto są najbardziej zainteresowani sprowadzaniem zagranicznych żon ( z założenia mają siedzieć w domu i wychowywać dzieci, bo Koreanki już tak coraz częściej nie chcą żyć, a jeśli już tak to u boku majętnego męża ). Na wsiach szukać nie ma co dobrych kandydatek, bo większość wyjechała na łowy matrymonialne do dużych miast. Tak nawiasem pisząc, kiedyś gdzieś czytałam, ze Seul to jedno wielkie skupisko singielek żądnych znaleźć sobie tam chłopa :D ...


* Inne źródła podają, że liczba kobiet przewyższyła liczbę mężczyzn już w 2011 roku.  
Źródła niewymienione w tekście:
[1][2]

środa

one „didn't mean it”


czyli tu chodzi nie o to.


Nie będę ukrywać, że do tego wpisu zmotywował mnie „artykuł” na tejże szacownej stronie. O co się rozchodzi. Strona ta zamieściła gify, że się tak wyrażę seksownych wygibasów koreańskich idolek/solistek, okraszając to aż dwoma zdaniami: „Są w większości piosenkarkami, a ich sława opiera się głównie na ich urodzie i biegłości w sztuce uwodzenia. Chcielibyście, by polskie "gwiazdy" też się tak wczuwały?”. Zawiedziona ilością tekstu, tj wysiłku jaki autor włożył w swoje dzieło, już miałam opuścić stronę, gdy zobaczyłam, że zamieszczono do tego „artykułu” całkiem sporo komentarzy. Komentarzy od których podniosło mi się ciśnienie. Nie wiem jak oni to robią ale zawsze wszelkie kpopowe doniesienia ze szczekającej strony, zawsze robią ze mnie gotujący się czajnik. I nie chodzi o te wypociny szumnie nazywanymi przez niektórych ”artykułami”, ale o komentarze do nich właśnie.

Autor tej wzmianki o kpopie napisał dosłownie dwa zdania ( podkreślam dwa zdania ) i naprawdę nie minął się daleko z prawdą – po prostu możne nie do końca odpowiednio to sformułował, a tu co niektórzy już elektoraty by tam napisali w obronie kpopu, bo oczywiście one „ didn't mean it”, a gify to przecież żaden dowód na cokolwiek.

Nie wiem skąd to oburzenie i rozemocjonowanie polskich fanów kpopu, ta agresja, że nie znasz się to się nie odzywaj. Że ktoś coś napisał na niekorzyść X lub kpopu to od razu obraza majestatu. Myślałam, ze takie rzeczy to tylko za granicą, gdzie te wszystkie fanki są w stanie przysłowiowo rzucić się z pazurami, na każdą niepochlebianą opinię o swoim biasie ( ostatnio czytałam takie o EXO, że wymiękłam ), bo nie mają żadnego dystansu do "tematu".  A tu proszę jaka nowość. Można wytykać błędy, krytykować, ale z jakąś klasą, a nie tak po chamsku i na zasadzie „ja wiem lepiej, ty nie, więc siedź cicho”, "nikt ci głosu nie udzielił". 

Znaleźli się też tacy ( w liczbie siedmiu ), co poczuli się tak urażeni, że domagają się oficjalnych przeprosin i sprostowania, tylko ja się pytam czego? Bo naprawdę nie mogę tego pojąc. Proszę ludzie pomóżcie to zrozumieć, bo naprawdę nie ogarniam tematu! Na dokładkę wszyscy robią za oburzonych ekspertów, którzy wszystko wiedzą i wychodzi na to, ze nikt nie ma według nich prawa wypowiadać się o najcudowniejszym kpopie, niedokształcając się uprzednio na necie, nie przesłuchując setek teledysków na youtube i pewnie całą masę innych rzeczy, a i tak tu im nie dogodzisz bo powiedzą, że nie jesteś fanem, bo masz za krótki staż „zaledwie od PSY”. W kpopwym świadku lepiej nie przyznawać się do niewiedzy, bo istnieje ryzyko, że zostaniesz zwyzywany od niedouczonych polskich parobków ( nie pytajcie mnie co ma jedno do drugiego, ja też bym chciała wiedzieć ), albo jeszcze gorzej. Nie wiem skąd to się wzięło, że każdy fan próbuje oświecić wszystkich naokoło, szczególnie tych których to naprawdę nic nie obchodzi, czyli czytelników tego portalu, którzy tam weszli aby sobie nieco popatrzeć na to i owo, co to jest kpop i jak mało o nim wie. Czy ktoś w ogóle podejrzewa, ze autor tego tekstu ma jakiekolwiek pojęcie kim są dziewczyny na zdjęciach, albo chociażby z jakich zespołów? Oczywiście ( z prawdopodobieństwem do 90% ), ze nie, dlatego całe te dwa zdania nie dotyczą dziewczyn przedstawionych na zdjęciach, a pewnie ogólnie, więc oburzenie się, ze przecież ta na zdjęciu to jeszcze umie śpiewać jest po prostu pozbawione sensu.

Jak tak dalej pójdzie to wnet trzeba będzie pytać kogoś o zgodę lub pozwolenie na zamieszczanie paru gifów na internetowym szmatławcu, żeby czasem ktoś nie poczuł się urażony. Gdzie jakiś dystans?  Autor za wiele się nie wypowiedział w temacie, więc generalnie naprawdę nie ma się do czego przyczepić, więc całe to komentowanie to czepianie się na siłę, dorabianie historii i kompletna strata czasu. Poza tym domagać się, rzetelności na takim portalu jest po prostu śmieszne. Nikogo nie obchodzą teksty na tej stronie, wszyscy przyszli pooglądać obrazki.

Na nieszczęście wśród komentujących znaleźli się też tacy, co swoje wiedzą i nie ograniczają się tylko do jedynej słusznej wersji:

"Zapoznałam się z kpopem i mogę dodać swoje trzy grosze. Ci co ich uwielbiają są całkowicie zaślepieni nimi ,ale prawda jest taka jak zwykle ,że CHODZI TU O KASĘ i po to one to robią. Są też kontrolowane przez własne agencję jak mają wyglądać i nawet jeśli mają talent to agencja nimi kieruje $$$$$$$$$$$$ a wiele z nich nawet talentu nie ma tylko są w swojej grupie ,bo są ładne i muszą przyciągać fanów. Jeszcze w dodatku ciągle kreowane są na słodkie i niewinne ,a i tak nikt nie wie co się dzieje jak wyłączą kamery. Oczywiście nie wrzucam wszystkich do jednego worka ,ale żeby wyłonić z tego prawdziwego artystę to trzeba się na tym znać i tyle. [..]. 

Taki komentarz został zminusowany ( jak też inne, które nie wpisały się w główny nurt obrony ), a autorka została sprowadzona do parteru niezbyt kulturalną ripostą, widać nie taka wersja powinna być rozpowszechniania wszędzie ku chwale kpopu, a oto fragment:

"znalzła się wielka znawczyni, no powiedz ile znasz się nad kpop? może zaraz mi wyjedziesz, że zaczęłaś słuchać od pojawienia się hitu PSY [..]."

Czy to naprawdę nie wygląda już jak jakaś farsa? Bo ja nie wiem czy mam się śmiać czy płakać.

Po tym komentarzach mam tyle refleksji , ze nie wiem od czego zacząć. Po pierwsze nie wiem skąd to przeświadczenie o wspaniałości kpopu, taka bezkrytyczna gloryfikacja, odrzucająca tak oczywiste, aczkolwiek może niezbyt wygodne fakty jak ( chociaż w sumie nie wiem czemu ) to, że kpop robi się dla pieniędzy a nie żeby fani mieli co oglądać na youtube, że wiele osób nie jest utalentowanych i że w pierwszej kolejności liczy się wygląd, jak to w Korei, nie masz wyglądu to nawet do obuwniczego cię nie zatrudnią, a co dopiero do show biznesu gdzie przyjmują tylko skrojonych od linijki, więc jak się zgadzam z fragmentem:  ich sława [koreańskich celebrytek] opiera się głównie na ich urodzie, bo taka prawda. Bez wyglądu, nawet jakby ktoś miał olbrzymi talent to daleko nie zajedzie, więc promowanie w girlsbandach w pierwszej kolejności prawdziwych talentów to raczej kwestia życzeń niż rzeczywistości. Są oczywiście i utalentowani ale i oni muszą mieć wygląd ( choć i tak paru nie ma :D), ale to nie oni są na świeczniku. Był taki dokument o Nine Muses, gdzie sami menadżerowie zastanawiali się, dlaczego tak słabo zadebiutowały. Bez ogródek przy kamerze przyznali, jako coś zupełnie oczywistego i w ogóle się z tym nie kryli, że no tak są przecież słabe wokalnie, ale to na pewno nie powód, inne girlsbandy też słabo śpiewają, a jakoś osiągają sukces, trzeba szukać  przyczyny, gdzieś indziej. Sam byłam zdziwiona, żeby nie powiedzieć zszokowana takim podejściem, tj. że nikt nie udaje, ze chodzi o super talenty wokalne, albo co gorsze, że chodzi o jakiekolwiek. Oczywiście talent wokalny jest miłym dodatkiem do całej reszty i dobrze jest gdy jest jedna czy dwie dziewczyny, które dobrze śpiewają na cały zespół, ale to wszystko. Już bardziej bym się zgodziła, że trzeba się jako tako ruszać, bo ruchy można podciągnąć pod wygląd i ogólną prezencję.

Kpop to nie muzyka klasyczna, tylko rozrywkowa, masowa a ta najczęściej niezależnie od kraju nie jest za wysokich lotów. Ma być lekko, łatwo i przyjemnie. Jak ktoś ma ochotę na coś innego to zawsze może sięgnąć po inny gatunek. Dziewczyny mają być przede wszystkim ładne, aby miło było na nie patrzeć kiedy pląsają podkreślając swoje wdzięki w te i we wte na scenie czy teledysku. To w jaki sposób pląsają zależny już od tego na ile im kultura danego kraju pozwala, a w Korei pozwala im na coraz więcej. Ta granica z miesiąca na miesiąc się poszerza, ku oburzeniu ich rodaków, którzy pytają się coraz częściej gdzie się podziały prawdziwe talenty i dlaczego idolki częściej pojawiają się bardziej rozebrane niż ubrane i nazywa się to już „panty fashion[1][2][3][4][5][6]. Co gorsze kręcą już wszystkim do kamery bez przysłowiowej „krępacji”, do tego stopnia, że zaczyna robić się to niesmaczne i tanie, a ich stroje i teledyski są banowane. Trzeba pamiętać bowiem, że chociaż niektóre układy mogą na nas Europejczykach nie robić wrażenia, to w Korei robią i to bardzo, a one tworzą przecież na rynek koreański i mają na uwadze tamtejsze standardy, a nie to, ze Miley Cyrus dała z siebie więcej, a my mniej więc jest spoko i luz. Potem naprawdę zabawnie jest czytać komentarze na wspomnianej wyżej stronie, tu cytuję one są wytrenowane, seksowne a na swoj talent nie zarabiają d**ą, tylko talentem ”.

To ja się pytam co przedstawią zamieszczone gify? A tak wiem one „didn't mean it”. To urywki wyrwane z kontekstu i takie tam. Może, trzeba wreszcie zaakceptować, że koreańskie idolki zarabiają tym i tym, w mniejszym lub większym stopniu, bo jakby na to nie spojrzeć kręcenie i eksponowanie pośladków to jeden ze standardowych elementów choreograficznych w kpopwych teledyskach, za których wykonie jakby nie było dostają pieniądze :D

Tak dla przykładu teledyski z tego roku, niektóre bardzo świeże, polecam szczególnie ten drugi, ławo wpada w ucho :D.





Ludzie tłumaczą, że dziewczyny się tak prężą bo to taka tam jest stylistyka, maniera sceniczna, że w rzeczywistości to miłe, porządne dziewczyny. A ja pytam, czy gdzieś indziej jest inaczej? Czy w USA czy Polsce też się nie prężą bo wybierają taką a nie inną stylistykę, bo na tym zarabiają, bo to się po prostu sprzedaje, a na co dzień to w gruncie rzeczy miłe dziewczyny chodzące w spranych dresach? Czemu niby usprawiedliwiać tylko wygibasy Koreanek. Nie wiem skąd nagle wzięły się te podwójne standardy, że one mogą, a inne nie. Jak należałoby podejść do tego argumentu, że: obcisłe stroje, to normalne dla artystek Korei Południowej. Tam jest taki kanon piękna: im bardziej Ci widać nogi, tym lepiej. ”. A na Zachodzie jest może inaczej? Obcisłe stroje to nie norma dla amerykańskich czy polskich artystek? Może po prostu przeciętny fan kpopu nie chce zauważać, że w gruncie rzeczy coraz bardziej koreańskie idolki coraz mniej różnią się od tych zachodnich, że coraz bardziej chcą prowokować tańcem i strojem scenicznym i tłumaczenie, że agencje je do tego zmuszają jest po prostu mało poważne. Nikt łapanki na idoli nie robił. Same się zgłosiły. I każdy zamiast po prostu na pytanie zadane w temacie „artykułu” Celebrytki z Korei - seksowne?, odpowiedzieć: tak potrafią być seksowne i mają wiele takich choreografii, a nie mydlić komuś oczu i odwracać kota ogonem jak one ciężko przygotowywały się do roli idolek, bo ja po przeczytaniu tych wszystkich „podkreśleń” w co drugim komentarzu ile to one z siebie dały i jak ciężko pracują, pierwsze co pomyślałam, no i na co im to było, skoro teraz muszą się wypinać do kamery w przyciasnych szorto-majtkach i tak zapunktowały tymi przygotowaniami, że trafiły na ten internetowy szmatławiec. 

Komentujący nawet nie mieli litości dla tytułu, tj. nie wiem, co się tak wszyscy uczepili słowa „celebrytki”. Czy to kolejna obraz majestatu idola? Ludzie wytłumaczcie, bo znowu nie pojmuje. Autorzy tego 'czegoś' ogarnijcie się, bo wstyd, skoro nawet nie wiecie, jak odróżnić celebrytkę od idola/wokalistki. Wygląda na to, że mam problem, bo jakoś chyba nie odróżniam. Z tego wstydu aż sięgnęłam do definicji, bo używam tych słów tu bardzo często w odniesieniu do idoli, czy nawet aktorów, a może ich tu nagminnie obrażam albo co gorsze poniżam. Odetchnęłam jednak z ulgą bo okazało się jednak, że pogróżki z ich strony mi na razie raczej nie grożą... a tak na poważnie, kiedyś też miałam z tym słowem problem, tj. ciężko mi było wcisnąć do tego miana aktorów, których nie widać w blasku fleszy, którzy nie "bywają" w programach, więc miałam dylemat czy można ich tak nazywać, ale dla idoli nie mam litości :D Ich zadaniem jest bywać, pokazywać się, zabiegać o udział w programach rozrywkowych, eventach,  pozować na ściankach, zwracać na siebie uwagę, wrzucać zdjęcia na profile społecznościowe, aby ktoś o nich pisał. Oni zabiegają o sławę i uwagę! Jakim cudem nie można ich nazywać celebrytami? no niektórzy może co najwyżej aspirują do tego miana, bo jeszcze nimi nie są...

Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to ten fragment „biegłości w sztuce uwodzenia, chociaż jak się trochę zastanowić to czy jest on nieprawdziwy? Przecież idolki szkolone są jak mają się zachowywać przed kamerą, przed publicznością, jak uśmiechać, co mówić w wywiadach, jak być aegyo, a aegyo to metoda uwodzenia publiczności, zjednywania sobie ludzi, szczególnie osobników płci męskiej, to udawanie kogoś kim się nie jest, po to aby druga osoba pomyślała, że jest się miłym i sympatycznym, żeby zyskała twoja sympatię i zaufanie. Śliczna buźka, słodka minka, „oppa” i każdy facet leży u twoich stóp. Co tam facet, jesteś aegyo to i cały naród będzie twój, bo cię obwołają 'nation little sister”, choć prywatnie do uroczej dziewuszki ci daleko. Czy tego nie można nazwać sztuką uwodzenia nie tylko mężczyzn ale i tłumów? Cóż pewnie trzeba było by zapytać autora aby sprecyzował o co mu chodziło, ale co jak co uwodzić to one potrafią.

Autorowi pewnie nie to chodziło, bo zapewne mu  o nic nie chodziło. On po prostu musiał sklecić jakieś zdanie, bo łyso byłoby wrzucić tyle gifów bez podpisu, więc analizowanie tutaj słowa po słowie od początku mija się z jakimkolwiek celem, bo z założenia nie powinno się analizować żadnych tekstów na internetowych szmatławcach, szczególnie takich które składają się z dwóch zdań, więc połowa tego wpisu to była i tak kompletna strata czasu :D


P.S. Hmmm ... nie wiem czemu pojawiają mi się linki kontekstowe w tekście do dziwnych stron i do Allegro... O_o. Jakieś zmiany na blogerze były ostatnio czy co? A może coś złapałam.... ciekawe jak mam się tego pozbyć.

piątek

prawdziwi fani


czyli o wyższości koreańskich fanów nad międzynarodowymi....

Sprawa nie jest już jakaś szczególnie świeża, ale warta odnotowania, bo oto w maju po długim oczekiwaniu EXO miało swój comeback. Na M Countdown - program muzyczny,  w którym EXO miało się pojawić z nowym wilczym "przebojem" tłumnie zjechali się fani z odległych zakątków, niestety nie tylko kraju. Niestety bo zagraniczni fani, którzy grzecznie ustawiali się w kolejce do wejścia zostali niezbyt miło z tejże kolejki wyproszeni … Ba! Wyrzucono nie tylko białych fanów, ale także Azjatów, którzy nie wyglądali na Koreańczyków przez ludzi z SM.

Sprawa ta jest doprawdy zabawna, bo aż śmiać się chce jak to agencje zabiegają o zagranicznych fanów, kreują się na otwarte i takie pro światowe, chwalą się gdzie one to nie zorganizowały koncertu, a jak już do jakiegoś dojdzie, to wychwytują kamerami wszystkie białe twarze na widowni, a kiedy okazuje się, że obcokrajowcy zamiast siedzieć spokojnie w swoim kraju i grzecznie kleić się do ekranu monitora, czekając aż ktoś raczy się wybrać w tamtejsze strony, decyduje się ruszyć na występ do Korei, to pojawia się problem. Widać, komuś bardzo nie pasuje, że zabierają miejsce Koreańczykom. Czyżby Korea była tylko dla Koreańczyków?

Jeśli nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. Ale czy na pewno tym razem? Przeanalizujmy sobie to pokrótce. Co taki zagraniczny fan zrobił aby przyjechać na występ. Kupił  bilet lotniczy, zakwaterowanie, płytę. Z czego agencja zarobi jedynie na tym ostatnim. Chyba, że miała wyjątkowe szczęście i fan szarpnął się także na ich pierwszą płytę sprzed roku. Co innego rodacy. Z takiego koreańskiego fana to ciągnie się aż miło. Tam bycie fanem to nie żarty w "polskim stylu", że kupię sobie plakat i przeglądnę wszystkie filmiki na YouTube, a potem wrzucę ze dwa zdjęcia na fejsa z wyznaniem miłości do pana X, a i mogę już nazywać się wielkim fanem bo na dokładkę znam jeszcze jego datę urodzenia. W Korei bycie fanem to poważne zobowiązanie wobec swojego ulubieńcy. Bycie w oficjalnym fanklubie to podstawa, kupowanie płyt to obowiązek i przepustka aby dostać się do wszelkich programów muzycznych ( gdyż tam wpuszczani są jedynie fani, a dowodem na to jest zakupiona płyta i najlepiej gdyby na jednej się nie skończyło (  najlepiej kupić wszystkie dostępne okładki ). Fan, który złapie przynętę przygotowaną przez agencję jest w stanie wydać bardzo dużo nie tylko na wszelkiego rodzaju gadżety, płyty,bilety na koncerty, fan-meetingi , ale kupi także w dużej ilości promowane przez niego produkty byle tylko mieć szanse dostania się na rozdawanie autografów czy uściski. Oczywiste jest więc, że z ekonomicznego punktu widzenia dla agencji to właśnie krajowy fan jest najważniejszy i o niego dba się w pierwszej kolejności w nadziei że zatrzyma się go przy sobie jak najdłużej.


Zagraniczni fani, a mam na myśli tych białych to tylko miły dodatek do kariery. I tylko tyle. Ich obecność podnosi jedynie prestiż samego idola w oczach jego rodaków, którzy są cali w skowronkach, ze ktoś od nich zdobył popularność i jest podziwiany za granicą - chociaż nie ma się co oszukiwać, tj. dla wielu Koreańczyków niepojęte jest że grup X lub Y ma tyle fanów, bo prezentuje poziom dość niskich lotów.....  Jak mówił kiedyś bodajże JYJ koncerty w Europie to dla nich tylko ciekawostką, chwilowa przygoda, w kategorii zysków takich koncertów się nie rozpatruje. Wielu fanom spoza Korei nawet nie przyjdzie do głowy, aby kupić oryginalną płytę skoro jest dostępna za darmo do ściągnięcia w internecie a linki do pirackich plików można znaleźć praktycznie wszędzie, no bo po pierwsze taka mentalność, po drugie garść wymówek –że mnie nie stać, że trudno dostępne, że w sumie to ta płyta taka sobie, że ja tego nie traktuje aż tak poważnie. Nie kupi także reklamowanych przez idola produktów, no bo niby jak i gdzie i właściwie po co? Zachodni fan w odróżnieniu od koreańskiego sympatyzuje z kilkoma zespołami – w skrócie ze wszystkimi i z nikim, skaczą od jednego na drugi co miesiąc, zmienia się to im jak w kalejdoskopie. Gdy przyjdzie do kupowania płyt, to nie wiadomo czy kupić, bo zaraz będzie miał comeback X lub Y i w końcu nic się nie kupuje. Tymczasem koreański fan zwykle ma upatrzony tylko jeden zespół i to jemu poświecą całą swoją uwagę i jako punkt honoru stawia sobie wspieranie go pod każdym możliwym względem, bowiem taka jest właśnie idea bycia prawdziwym fanem w Korei. 

Trudno byłoby jednak udowodnić, że w tym konkretnym przypadku  M Countdown nie wpuszczono na nagranie zagranicznych fanów, właśnie z tych powodów, bo wejście zamknięto także przed Japończykami, na których agencje zarabiają prawdziwe pieniądze, ale bez wątpienia z ekonomicznego punktu widzenia na pewno cenniejsi dla agencji są fani krajowi, niż ci biali. Chociaż rynek koreański nie jest duży więc ogromna liczba fanów międzynarodowych powinna zachęcać do otwartości i szerokich uśmiechów koreańskie agencje, no bo z pewnością co któryś tam fan kupuje jednak te płyty i zasila ich kasę. Nic jednak z tych rzeczy. Śmieszne to nawet, bo ta opiewana wszędzie koreańska ksenofobia, chyba ma jakieś przełożenie na Hallyu, tj. obcokrajowcy są super jak podziwiają wszystko co koreańskie i można z nich ciągnąć kasę ale na odległość no i ewentualnie jak przyjadą na wycieczkę powydawać swoje pieniądze, a jak już podejdą bliżej i będą chcieli uszczknąć tego co było zarezerwowane dotąd  dla Koreańczyków, to nagle okaże się, ze "To nasze! Nie ruszaj!". Dobrze jest właśnie zauważyć, że ta koreańska "kpopowa" otwartość jest tylko na odległość - jeżeli ktoś się chce zbliżyć, to czeka go rozczarowanie, bo nikt na niego nie czeka z otwartymi ramionami. Wiele fanklubów jest zamkniętych dla obcokrajowców, do innych trudno się dostać. Agencje nic nie robią aby ułatwić dostęp do informacji. Koreańscy fani nie są zainteresowani jednaniem się z osobami spoza granicy, którzy przecież nie są dla nich prawdziwymi fanami, bo nie należą do oficjalnego fanklubu, który dwoi się i troi aby wynieść swojego ulubieńca na szczyty popularności, a tu jeszcze jacyś  "obcy" roszczą sobie  prawa do ich ulubieńców i zajmują miejsca w nagraniach do  programów muzycznych, na których pierwszeństwo wstępu z założenia powinni mieć przecież tylko prawdziwi fani....