wtorek


wzrost, waga i wąsy

Ostatnio doszłam do wniosku, że mam naprawdę za niskie IQ, aby prowadzić bloga o kwiecistych facetach i w ogóle interesować się szeroko rozumianym show biznesem azjatyckim. Na to trzeba mieć ponadprzeciętną inteligencję, by to wszystko zrozumieć, pojąć i ogarnąć! Może w akcie rozpaczy i desperacji przerzucę się na show biznes amerykański, tam wszystko wydaje się o jakieś 60% łatwiejsze i jaśniejsze (Akanishi Jin nie jest głupi, wie co robi).

A. Nie trzeba się zastanawiać ile kto ma lat, bo tam ma się tyle ile wskazuje data urodzenia. Wystarczy sobie odjąć od 2010 datę urodzenia i voila! Już wiemy ile kto, ma lat. Czyż to nie proste? A w Korei? Do dziś nie mam pojęcia dlaczego do jasnej Anielki niektórzy obchodzą urodziny dwa razy do roku tj. podaje się dwie daty w kalendarzu gregoriańskim. Przecież nikt się nie urodził dwa razy??? I właściwie jak oni to liczą. A najlepsze zawsze jest to, że nawet jak ktoś jest chronologicznie młodszy od ciebie o rok, to wcale nie znaczy, że ten ktoś czuje się młodszy, paradoksalnie po koreańsku może to oznaczyć, że mentalnie może być nawet rok starszy od ciebie...


B. W USA jedyne o czym trzeba pamiętać to o imieniu i nazwisku. W Azji aby napisać czyjeś imię to trzeba przejść nieraz gehennę i dobrze się nagłowić, którą wersję wybrać.. nie dość, że panuje w dziedzinie transkrypcji wolna amerykanka i każdy pisze jak mu się podoba, to oprócz tego, ze trzeba znać zapis jednego imienia w co najmniej 3 wariantach, to jeszcze dochodzą do tego przydomki sceniczne, czyli jeszcze w najlepszym wypadku jeden dodatkowy, w najgorszym całe mnóstwo. Nie wspominając, że powtarzalność nazwisk koreańskich przysparza człowiekowi bólu głowy. Przyczyną powstawania kolejnych zmarszczek, jest bez wątpienia moda na pisanie imienia i nazwiska w stylu zachodnim, czyli nazwisko po imieniu. I być tu mądrym, z którą wersją masz do czynienia, z azjatycką czy zachodnią, jak widzisz coś pierwszy raz. Więc nawet jeśli przez pół roku wydaje ci się, że wiesz jak ktoś ma na imię, to cię czeka niespodzianka! bo to było jednak nazwisko... A jeszcze na dokładkę, każdy film, nazwa grupy, serial ma przynajmniej dwa różne tytuły po angielsku + jedną transkrypcję z języka oryginalnego. Tak więc co jakiś czas można się dowiedzieć, że pomimo iż w życiu nie widziałam filmu o takim tytule, to jednak go widziałam, ale pod innym...

C. W Stanach jedyne co ludzi interesuje to ile ktoś ma na koncie i z kim się obecnie spotyka. W Azji, zaraz po nazwisku trzeba znać wzrost, wagę, numer buta, bicepsa, imię psa, kota, tchórzofretki. Bez tego ani rusz. A co najważniejsze obowiązkowo trzeba znać grupę krwi, która chcąc nie chcąc definiuje kim się jest. Potem trzeba czytać, jak komuś się całe życie nie układa, bo ma grupę B. W Stanach jeśli kogoś coś interesuje to tylko to co kto miał we krwi i ile tego miał.

D. W Stanach nikt nie zawyża sobie wzrostu bo i po co. W Azji i owszem. Ostatnio właściwie potwierdziło się, to o co podejrzewałam od dłuższego czasu wielu panów - a mianowicie, że sobie dodają centymetrów w profilach, bo oczywiście im więcej się ma tym się jest przystojniejszym i bardziej pociągającym. Ostatnio Rain okazał się ponoć nie być znowu takim wysokim, więc pewnie na dobrą sprawę to oni mają tak ze 3 -5 cm mniej. I jeszcze ponoć połowa z nich używa wkładek do butów, aby być wyższymi, więc ostatecznie nic nie jest takie jakie wygląda, ale w sumie jest to w pewnym stopniu 'urocze', że się tak tym przejmują...

E. W Stanach, nie trzeba iść do wojska. W Korei to i owszem, trzeba, tylko nie wiem dokładnie po co. Już zdążyłam wylać wiadra blogowych łez za Lee Jun Ki, aby dowiedzieć się, że facet przygotowuje się do musicalu, przygotowanego przez wojsko. Gdzie tu logika??? Po co kazali facetowi rzucać rozpoczęty film? Po to, żeby miał kto śpiewać w wojskowym musicalu??? Mało ich tam jest tych wszystkich celebrytów w tym wojsku.

F. Następnym ewenementem jest historia Jung Yong Hwa, który powiedział, że przestała mu się podobać pewna dziewczyna w 4 klasie .... bo jej... urosły wąsy... Ja naprawdę nie rozumiem jak to możliwe, że dziewczynom w tym kraju i w tym wieku rosną wąsy, skoro chłopacy grubo po dwudziestce nadal wyglądają często jakby w ogóle się nie golili...

G. W Stanach wszyscy starają się być krok do przodu jacy to oni nie są pewni siebie, cool, extra super i tylko ich wielbić, w Azji połowa to ludzie, którzy na pierwszy rzut oka w ogóle nie mają predyspozycji do pracy w show biznesie - introwertycy, perfekcjoniści, którzy na widok kamery mieszają się z byle powodu i ciągle powtarzają jak mantrę "będę pracował jeszcze ciężej".

H. W Stanach, jak się faceci się ze sobą całują publicznie to zwykle wywołuje to zgorszenie, w Azji jęki zachwytu... W stanach jak się faceci obściskują nagminnie, to jest to powód, aby przypuszczać że są homoseksualistami ewentualnie bi, w Azji oczywiście to nic nie mówi i nadal mamy trzy wersje do wyboru, homo hetero bi, czyli de facto nic to nie zmienia...

I. W Stanach od razu widać z kim mamy do czynienia. W Azji w dobie mody na wszechobecny gender-bender, crossdressing czasem trzeba się przypatrzyć dwa razy, aby zaryzykować osąd, że to ten czy tamten.

J. W Stanach wszyscy chcą wiedzieć kto z kim ostatnio spał, w Azji kluczowym pytaniem jest ile kto śpi i jakiego koloru była jego piżama.

K. W Stanach wszyscy się afiszują swoimi dziewczynami, w Azji dziwnym trafem wszyscy są wolni i cały czas mówią o swoich ideałach.

L. W Stanach, żeby dobrze wyglądać wszyscy faceci siedzą na siłowni, w Azji wszyscy siedzą na diecie.....

Naprawdę, tego jest cała masa, aby to wszystko ogarnąć trzeba mieć IQ grubo powyżej przeciętnej... :P

Komentarze są moderowane. Wpisy z cyklu " link" + "zapraszam do mnie" będą usuwane.

14 komentarzy:

  1. ja za Tobą nie nadążam... jeszcze nie ogarnęłam w pełni jednej notki a tu już dwa kolejne - -' jesteś niemożliwa. ale co do tych różnic... to jak teraz o tym pomyślę to fakt... amerykański wydaje się dużo dużo prostszy! ale może właśnie dlatego wybrałam azjatycki :D jak to moja mama kiedyś stwierdziła "ona zawsze sobie utrudnia życie i wybiera to co trudniejsze" xd

    OdpowiedzUsuń
  2. Wróciłam z pracy zmordowana i bez chęci do zycia. Przeczytałam ten wpis i umarłam ze smiechu, tzn cały czas umieram (przy okazji spadłam z krzesła). Jak to mówią na wyspach "it made my day :)" Kwintesencja azjatyckości!!!!i za to kocham Azję i Azjatów. Dziękuje i błagam o więcej!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahahahahaha! Dobra już otarłam łzy radości:p No cóż amerykanie są tacy przewidywalni i prości w swoim sposobie bycia, że wręcz nudni. Azjaci natomiast przez te wszystkie czynniki jakie wymieniłaś są fascynujący, intrygujący i chcesz ich więcej i więcej. Kiedy próbuje znajomym tym nie wtajemniczonym opowiedzieć coś na temat mojej miłości to spotykam się z co najmniej szeroko otwartą szczęką, dzięki temu wpisowi zrozumiałam, że jestem inteligentna dzięki:Pa tak jeszcze na marginesie to ktoś oprócz mnie zauważył, że z tego obrazu maluje się biedny zatyrany Azjata? Człowiek chce być sławny i bogaty żeby móc robić wszytko co zakazane i jeszcze garnąć za to kasę, a tutaj? jej chyba jednak nie jestem taka inteligentna eh;/

    OdpowiedzUsuń
  4. Haha. Jesteś genialna! W pewnych momentach myślałam, że nie wyrobię ze śmiechu. xD Faktycznie, w stylu amerykańskim nie trzeba tak nad tym wszystkim główkować, dlatego tez wolę azjatycki, który jest znacznie ciekawszy i zabawniejszy. ;P A co do wąsów... Dziewczynom też wyrastają, może nie takie jak facetom, no ale... I nie mówię tu o sobie, ale znam taki przypadek, gdzie dziewczyna nadal chodzi do kosmetyczki na ich woskowanie. (chyba tak to się nazywa...)

    OdpowiedzUsuń
  5. Co do włosków nad ustami, to ma je chyba każda kobieta, z tym, że np. w Polsce zwykle mniej lub bardziej widoczne są tylko u kobiet z ciemną karnacją, z tym że europejscy mężczyźni mają jednak duży zarost. Skoro więc w Azji dorośli mężczyźni mają zwykle bardzo słaby i niepozorny zarost, to wydawałoby się, że kobiety nie powinny mieć w ogóle tego problemu... ale jak widać działa tu jakaś inna zasada... :p

    Co do tego zatyrania azjatyckich celebrytów, to zawsze mi się wydaje, że tam do głosu dochodzi etos azjatyckiej pracy, po którym wspinały się kolejno gospodarki azjatyckich państw - czyli nieważne, że jesteś znany i masz mnóstwo fanów- to nadal musisz pracować tak jak to robi każdy przeciętny Azjata tj. szanować pracę jako wartość samą w sobie, traktować poważnie i dawać z siebie wszystko,aby być w tym co robisz naprawdę dobrym.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja tam nadal nie mogę się ustosunkować do azjatyckiego show biznesu... Z jednej strony uwielbiam i podziwiam, z drugiej natomiast trochę mnie przeraża i odstrasza..
    Ta niewiadoma w sumie pod każdym względem, w Ameryce wszystko można na logikę "wykombinować" nawet jak coś człowiekowi wmawiają.. Tu im dłużej myślisz jeszcze większe masz wątpliwości. Nie wiesz czy lubisz danego człowieka czy sztuczną pozę wykreowaną przez agencje.
    Osobiście strasznie nie lubię amerykańskich produktów marketingowych- sztucznych do bólu, kreowanych przez specjalistów, robiących to co im się każe(do czasu). Ale znowu przecież Azjaci pod tym względem są jeszcze bardziej wytrenowani. "Hoduje" się takich wspaniałych chłopców, dziewczynki(oczywiście wszyscy "naturalnie" piękni), łączy w grupy(w których wszyscy się kochają i nikt się nie kłóci), nie zawsze potrafią śpiewać, grać(ale co tam), wysyła się ich do przeróżnych variety shows by tam robili z siebie idiotów, oczywiście nikt nie ma/nie miał dziewczyny(nawet w wieku 20 paru lat), są grzeczni i potulni, zabawni, charyzmatyczni, a zarazem wstydliwi i skromni, nie sprawiają kłopotów, ogólnie chodzący święci.. Ale mimo to fascynuje mnie to i ich uwielbiam(może zbyt podatna jestem:D). Podoba mi się to, że pomimo statusu gwiazdy oni nadal ciężko pracują, a nie spoczywają na laurach(chyba, że to też wykreowana poza) jak amerykańskie gwiazdeczki które zagrają w jednym kiepskim filmie i resztę życia spędzają na imprezowaniu i obijaniu się bo są wielkimi gwiazdami hollywoodu...

    Co do "wąsów" u dziewczynki w tym wieku to pewnie sprawa hormonów..

    OdpowiedzUsuń
  7. Umarłam ze śmiechu.... Świetna notka. Tak szczerze to nigdy się nad tym w ten sposób nie zastanawiałam, ale po przeczytaniu tego wpisu, muszę się z tobą zgodzić :)I tak sobie myślę, że to właśnie dlatego, iż Azjaci są tak skomplikowani, tak bardzo nas fascynują. O czym byś pisała na blogu, gdybyś miała opisywać polskich czy amerykańskich gwiazdorów? Pewnie już w pierwszej notce wyczerpałabyś temat :P
    A i jeszcze jedno! Czy w miejscach gdzie pisałaś o tym, jak to można cały czas myśleć, że zna się imię ulubieńca i być w błędzie, lub nie widziało filmu a jednak tak, mam wrażenie, że to pisałaś z takim wewnętrznym żalem? :P Heh mi się to już zdarzyło więc rozumiem hehe Niech żyją utrudniający nam i sobie życie Azjaci!!! Banzai

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj, świetne to było, nie powiem. Przy niektórych punktach zwijałam się ze śmiechu. co do wzrostu Azjatów, to ja zawsze kukam sobie przy oglądaniu dram czy filmów na aktorskie... buty. Jeśli skośnooki pomiata w bucikach ala mokasyny na obcasie to wiadomo że z jego wzrostem coś nie halo. Tak więc, Jang Geun Suk często pomiata w takich bucikach (szczególnie w YaB)więc pewnie jest niższy niż się ogólnie mówi ;-). A co do wieku, to fajnie autor tego bloga to tłumaczy :http://kimchi.blox.pl/html/1310721,262146,169,170.html?2,1. Choć mnie i tak trudno się w tym połapać ;-P

    OdpowiedzUsuń
  9. Boże! Zaryzykuję stwierdzenie, że stajesz się dla mnie pewnym rodzajem skrytego obiektu miłości, no może nie Ty konkretnie, a twój sposób wyrażania myśli i poglądów.
    Ten artykuł bardzo mnie rozbawił, mam nadzieję, że jeszcze napiszesz coś tego typu, uwielbiam jak rozbierasz na czynniki pierwsze przemysł azjatycki, zawsze wtedy mam wrażenie, że tam wszystko jest na tyle szalone, że właściwie nierealne, ale z drugiej strony dzięki temu jest tak czarujące i pociągające.
    Zdaję sobie sprawę, że zapewne nie wszystko to taka kolorowa baśń, ale miło się z tego pośmiać.
    Aaaa już przy tym artykule o fanservice miałam się zapytać czy nie wzięłabyś również pod lupę zjawiska fan-fic'u xD chciałabym się dowiedzieć co Ty o tym myślisz.
    Kariina

    OdpowiedzUsuń
  10. Co do wieku i tego linku, to nie za wiele mi to wyjaśniło, żeby nie powiedzieć, że jeszcze bardziej mi chyba skomplikowało to co już wiedziałam :P, a o czym już tu kiedyś pisałam przy okazji próby wyjaśnienia zawiłości naliczania lat.

    Na podstawie tego linka nie rozumiem jak ktoś może dodawać sobie 2 lata, jak był urodzony w marcu. Mam też podobne wątpliwości przy Lee Hong Ki, który też dodaje sobie 2 lata, choć mi się wydaje, że powinien tylko 1 rok, ale pewnie on wie lepiej :P Nie mam pojęcia, w jaki oni sposób dodają sobie ten 'drugi' rok, bo nie wszyscy mogą sobie go dodać, a szczerze mówiąc trochę mnie to nurtuje. Nie mówiąc już, że nie wszyscy urodzili się w tym dniu co podają oficjalne daty (np JaeJoong, Junsu, Yunho), tj. daty podają jedynie dzień rejestracji dziecka, a tam można sobie powiedzieć bądź, który dzień (który się bardziej podoba i odpowiada rodzicom), tak więc kto z tym wszystkim dojdzie do ładu i składu tego naprawdę podziwiam.

    A co do tego 'wewnętrznego żalu', to nie za bardzo wiem o co chodzi. Co do imienia i nazwiska, to się już nieraz pomyliłam, właśnie przez modę na wprowadzanie pisowni zachodniej, ale to zwykle przy Japończykach. Zresztą jak nietrudno zauważyć w 'rabatce' jest taki jeden co ma zapisane imię i nazwisko w stylu zachodnim, bo jakoś mi się tak najpierw zakodowało, że tak go częściej widziałam i tak się go powinno pisać i tak już zostało.

    Co do fanfiction to pisałam już w tamtym wpisie, że zamierzam jeszcze kiedyś w przyszłości napisać o wesołej twórczości fanek i pairingowaniu...

    OdpowiedzUsuń
  11. [uzupełnienie do poprzedniego] jak tak spojrzałam na rabatkę, to jednak się okazało, że tam jest więcej tym imion pisanych przed nazwiskiem więc to nie tylko jeden.

    OdpowiedzUsuń
  12. Podobała mi się ta notka. Jakoś nigdy nie przyglądałam się tym różnicom. Dopiero teraz zauważyłam jakie one są wielkie. Oczywiście zdecydowanie wolę show-biznes azjatycki. Ten amerykański po prostu mnie odrzuca ^.^

    OdpowiedzUsuń
  13. Jesteś niesamowita...Uwielbiam czytać Twój blog.

    OdpowiedzUsuń
  14. To mnie zawsze bawiło.Co do krwi strasznie mnie denerwuje.Bo,np.Jeśli ja miałabym ten tym B( sama nie wiem jaką grupę mam) a dorobiłabym się fortuny i sławy to co? Nadal jestem nieudacznikiem?Po jaką cholerę mi toto wiedzieć?!Żeby się chyba wkurzać niepotrzebne.Ale co tam czasem nic nie wydaje nam się takie jakie jest w rzeczywistości.
    Szczerze bym się uśmiała,jakby była taka sytuacja ,gdzie by mnie postawili bardzo nisko a tu tadam! niespodzianka! okazało się,ze jestem szychą i to nie byle jaką bo w show biznesie ,znajomości mam , drzwi otwarte mam,a głos też mój by się bardzo liczył.A powiedzenie"nie oceniaj książki po okładce"tu jak najbardziej pasuję.Moim zdanie sami sobie życie utrudniają.
    Madzia**

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są moderowane.
Komentarze z linkami + "Zapraszam do mnie" będą usuwane.