poniedziałek

fani i produkty


Wpis opiera się w dużej mierze na TYM artykule z The Korea Times.


O azjatyckich fanach można byłoby pisać długo i różnie. Na początku dobrze gdy są, źle gdy ich nie ma, ale z kolei gdy jest ich za dużo to też nie dobrze, szczególnie gdy fani chcą zbliżyć się do swojego ulubieńca aż za bardzo. W Azji bycie czyimś fanem to poważna sprawa.

W Korei fanki jednoczą się, tworząc grupy, które mają za zadanie celebrowanie wszystkiego co tylko wiąże się z celebrytem - sukcesy płyty, filmów, seriali, urodziny, występy w telewizji, nagrody. Co bardzo charakterystyczne pozwalają sobie także na zakup drogich prezentów. Jest ich dużo więc koszty nie są wysokie, aczkolwiek nie zawsze tak jest.

"Nie każdy fan pochwala poświęcanie dużych sum pieniędzy i czasu na fangirlism, ale większość z nich kocha dawać prezenty swoich ukochanym idolom. Fani gromadzą pieniądze, aby zakupić dla nich drogie przedmioty, poczynając od luksusowych ubrań, a na samochodach kończąc. Czasem fani kupują posiłki dla całej obsady filmowej czy telewizyjnej. Publikują reklamy w gazetach codziennych. Fani poświęcają mnóstwo pieniędzy, czasu oraz energii aby przygotować duże spotkania fanowskie, zbierać fundusze na cele dobroczynne (oddawane później w imieniu swojego idola), jedzenie dla celebrytów i każdego kto tylko się w jego pobliżu znajdzie. Celebryci dostają losy na loterię, bony upominkowe, słodycze, maszynki do golenia (?), szampony (czyżby się bali, że mogą sami nie zadbać o swoją higienę osobistą?), portfele, dodatki do ubrań, buty, herbaty, zestawy medyczne (?), witaminy, ubrania od projektantów, butelki wina, wodę (?), gumy do żucia, stołki a nawet zwilżone chusteczki, a wszystko to w trosce o to aby ich ulubieniec żył długo i zdrowo.

Photos: Newsen
Łatwo jednak posunąć się o krok dalej i stać się jeszcze bardziej ekstremalnym fanem, jeśli to w ogóle możliwe. Jest dużo fanów, którzy czają się na swoich idoli i naruszają prywatność celebrytów - śledzą ich wszędzie. Może wydawać się, że podobne sytuacje mają miejsce także w innych państwach, ale to co wyróżnia koreańskich fanów to ich zorganizowanie. Mają oni swoje źródła dojścia do informacji co i gdzie będzie robił ich idol i dzielą się tymi wiadomościami z innymi fanami. Od paparazzi różnią się tym, że raczej wydają więcej pieniędzy na idoli niż mają z tego jakieś korzyści. Wielu z nich jest bardzo młodych, kłamią rodzicom, żeby dostać pieniądze i czają się na idoli zamiast pójść do szkoły. Wynajmują samochód lub taksówkę, aby śledzić swojego idola, który przmieszcza się to tu to tam. Są nawet taksówkarze, którzy już stoją naprzeciwko domu idola, czekając na właśnie takich fanów [którzy będą chcieli go śledzić]"

Niektórzy idą jeszcze dalej:
"Jacyś fani Super Junior włamali się do ich wspólnego domu i napisali obraźliwe słowa wszędzie gdzie tylko się dało - na ścianach, ubraniach, drzwiach i na poduszkach. [...] Popularna grupa TVXQ była jedną z największych ofiar fanów. Przy każdej zmianie numerów telefonów dostawali setki nieznanych połączeń, co znaczyło, że ich numery były od razu przez kogoś udostępnione. Członkowie, niemalże błagali już swoich fanów, aby ci już tak do niech nie wydzwaniali, ale nigdy się to nie skończyło."

Bycie anty-fanem wymaga także dużo wysiłku - trzeba analizować każdy najmniejszy szczegół dotyczący idola. Tworzą coś na kształt organizacji,która ma na celu zatruć życie celebryta, roznosząc plotki. A chodzą spotkać się z jaimś idolem, tylko po to aby powiedzieć mu, że nie zasługuje aby być tym kim jest. Jedną z ofiar anty fanów był popularny rapper Tablo, którzy ukończył Stanford University. W Internecie odbyła się istna nagonka na Koreańczyka, w ktorej kwestionowano jego stopień naukowy. Anty-fani badali każdy szczegół [jego życiorysu] aby tylko zaszkodzić jego wizerunkowi."

Zachowanie ekstremalnych fanek było szeroko dyskutowane w Korei. Wiele Koreańczyków, nawet tych, którzy przystąpili do jakiś klubów, uważają że jest to poważny problem w koreańskim społeczeństwie. Szczególnie niebezpieczne jest to, że w związku z rozwojem Internetu wiele anty-fanów czuje się bezkarnymi, ponieważ są anonimowi i wydaje im się, że mogą bez ograniczeń się nad kimś pastwić, wyładowując przy tym swoją złość, a osoby publiczne są w tym przypadku najłatwiejszym celem.

Kolejnym problemem jest to, że rola mediów w Korei jest ogromna i często zrzuca się im, że zamiast sprzedawać produkty takie jak muzyka czy filmy, coraz częściej sprzedają samych celebrytów. A ludzie zaczynają rzeczywiście traktować ich jak każdy inny produkt i po prostu chcą ich mieć na własność, chcą być jak najbliżej nich i przede wszystkim chcą stać się częścią ich życia i myślą że im się to uda gdy będą wszystko im kupowali. "Fani mogą żyć w przeświadczeniu, że mogą kupić kawałek życia idola, - oni są klientami, a idol jest produktem na którego wydają swoje pieniądze. A z produktami, które kupili mogą zrobić wszystko co tylko chcą. Ci ekstremalni fani wierzą, że mogą mieć wpływ na życie gwiazd". Wielu fanów żyje w przeświadczeniu, że kupując np. wszystkie płyty idola, photobooki, reklamowane przez niego przedmioty, może rościć sobie jakieś uzasadnione prawo do wględu w jego życie prywatne, tj. że coś mu się w zamian należy za to że jest fanem. Płyty i inne przedmioty same w sobie nie stanowią więc celu, mają być tylko przepustką do otrzymania innego produktu jakim jest sam celebryta.


Inną sprawą jest to, że koreańscy anty-fani naprawdę mogą zatruć życie gwiazdy – pisząc niepochlebne opinie o nim na blogach, forach, portalach społecznościowych – potrafią wytknąć celebrytom każdą niedoskonałość zaznaczając ją czerwonym kółkiem i publikując na stronach internetowych. Być może w USA i Europie takie rzeczy też czasem mają miejsce, ale to co je odróżnia to, że w Korei celebryci odczuwają większą presje do bycia doskonałymi i nie mają tej umiejętności jaką mają Amerykanie do znoszenia krytyki i nagonki ze strony innych, - znowu przypomina mi się także hasło, które opisuje amerykański show biznes „nie ważne jak mówią, ważne żeby mówili’, w Korei ważne jest aby mówili dobrze. I to jest problem, bo to tylko zwiększa presję.

Z koreańskimi fankami nie ma żartów. Wie o tym dobrze Kang Dong Won. Nie dziwię, się że nie lubi pokazywać się publicznie - zdarzyło mu jakieś pięć lat temu, że fanki rzuciły się niego na ulicy do tego stopnia, że powyrwały mu włosy z głowy... ojojoj, to musiało boleć... i bądz tu człowieku koreańskim aktorem... to chyba tylko praca dla odważnych lub zdesperowanych ... albo każdy koreański celebryta powinien przejść jakiś kurs samoobrony.... Pisałam już TU zresztą kiedyś, ze często obrywa celebrytom po głowach, bo fanki rzucają w nich różnymi rzeczami, a także obmacywanki w tłumie po różnych częściach ciała także nie są rzadkością...

Yamapi napastowany przez koreańskich fanów na lotnisku. Aż dziw, że po takich ekscesach się jeszcze tam wybiera... w tłumie to musiał być biedaczek dobrze obmacany...i do tego wszystkie te aparaty, niczym polowanie na zwierzynę...

Jeszcze chciałbym tu napisać o szczególnych japońskich fanach Visual Kei, gdzie więź miedzy fankami(przeważnie nastoletnimi dziewczynami) a członkami zespołów polega głownie na kreowaniu nierzeczywistego świata przez obie strony. Fanki żyją w świecie fantazji, a członkowie mają za zadanie grać mieszkańców tego świata - ani mężczyzn, ani kobiet - po prostu nierelane istoty. A pomóc im w tym ma tona makijażu, dziwne ubranie oraz charakterystyczne fryzury. Muszą być tajemniczy i nie mogą pokazać swojego prawdziwego charakteru. Muszą być nieosiągalni i niedostępni, przez co budzą ciekawość wśród fanów. Gdyby przestali tacy być, stracili by fanów, bo okazałoby się, że są zupełnie zwyczajni i oni też rankiem muszą lecieć po bułki i masło do spożywczaka, płacić co miesiac czynsz itp,. "Utrzymywanie tajemniczości jest największym priorytetem dla grup. Jeśli grupa nie jest tajemnicza, nie ma wykreowanego wizerunku, nigdy nie osiągnie dużego sukcesu".

Bycie fanką Visual Kei to wcale nie taka bezpieczna sprawa w Japonii jakby się wydawało. Nie dość, że można samemu oberwać od fanek tego samego zespołu to jeszcze na dodatek od fanek innego. Są nawet specjalne kluby anty-fanowskie, które atakują nawet same zespoły, które według nich mogą zagrozić ich ulubionemu zespołowi. Istnieje tez drugie dno w posiadaniu dużej ilości fanów.

"Na początku zespoły chcą mieć fanki i zrobią wszystko aby ich mieć. Ale kiedy grupa stanie się popularna, wtedy zdają sobie sprawę, że fanki nie są zbyt błyskotliwe i interesujące - nie chcą rozmawiać o niczym innym jak tylko o zespole, nie mają swojego własnego życia. Bywają także agresywnie"[..] Są też grupy/gangi fanek, którzy spotykają się przed występami, tworzą własne para-para (nie wiem o co chodzi z tym para-para) choreografie i próbują odkryć jakieś sekrety grupy i je przehandlować. Takie fanki są zwykle agresywne w stosunku do innych fanek, a także do fanek innych zespołów, albo do tych dziewczyn, które uznają za "fałszywe fanki".

Często agresywne zachowanie w stosunku do innych fanek tłumaczy się tym, że fanki chcą pokazać, że to właśnie one są "najlepszymi fankami" i to tylko one zasługują na miano prawdziwego fana. Najgorsze są te fanki, które są z zespołem od samego początku, bowiem te roszczą sobie większe prawa do bycia „prawdziwym i wiernym fanem” i nie chcą dopuścić innych dziewczyn do zespołu, co de facto przekłada się negatywnie na wyniki finansowe grupy.

W przypadku Visual Kei znalazłam także ciekawe porównanie więzi jaka łączy fanki z członkami zespołu, do więzi jaka łączy hostów z ich klientkami. Członkowie stwarzają pozory jakby im na kimś zależało, np. prosząc o numery telefonów czy e-maili poszczególne fanki (po specjalnych spotkaniach). Takie posunięcia ma sprawić, że dziewczyny myśląc, że wpadły komuś w oko, będą z pewnością przychodziły na następny koncert czy kupią płytę. Oczywiście nigdy ich marzenia o jakiejś randce nie zostaną spełnione, bo gdyby zostało to przestałby już przychodzić na koncerty, bo dostałaby już czego chciały (tak jak w przypadku seksu, hostów i ich klientek).

Całą prawdę o Visual Kei można sobie przeczytać w TYM wywiadzie-rzece pewnego Japończyka, który długo siedział w tym biznesie i nie zostawia na nim suchej nitki. Dlatego raczej nie polecam go fanom Visual Kei :P, bo można pewnie przeżyć spore rozczarowanie, jak to wszystko działa i na czym się to wszystko opiera– wywiad nawet jak dla mnie, której nigdy za bardzo do Visual Kei nie ciągło, był szokujący momentami – może dlatego, że był aż do bólu prawdziwy.

I jeśli o mnie chodzi to raczej nie nazwałbym się fanką kogokolwiek, no może od wielkiej boleści jednego pana, ale raczej bardzo marną fanką, prezentów nie kupuję. Ba! Nawet filmu na DVD nie kupiłam. Więc wychodzi na to, że jestem tylko zwykłą obserwatorką azjatyckiej pop kultury. Zastanawiałam się także nawet w jaki sposób i gdzie ci wszyscy fani wysyłają te prezenty i doszłam do wniosku, że to na pewno najpierw do agencji. To tłumaczyłoby, dlaczego w profilach celebrytów umieszcza się nazwę agencji i od razu kto co lubi a kto czego nie lubi... :P


Komentarze są moderowane. Wpisy z cyklu " link" + "zapraszam do mnie" będą usuwane.

9 komentarzy:

  1. Czasem się cieszę, że mimo mojego pragnienia pojechania do Azji i posiadania większego dostępu do moich ukochanych gwiazd, to jednak siedzę w Polsce, gdzie się takich rzeczy nie odstawia. Dobrze wiem, jak działa świat fanów w Europie, bo przez długi czas byłam fanką jednego, nieazjatyckiego zespołu i wiem do czego mogą być zdolni Ci "prawdziwi" fani, ale... Człowiek ma wrażenie, jak to się tak obserwuje z boku, że to już podchodzi pod jakąś chorobę. Wszyscy fani tak narzekają na te wytwórnię, typu SM, ale prawda jest taka, że w niektórych przypadkach poza granicami wytwórni oni swoim ukochanym idolom robią jeszcze większe piekło. Przecież niedawno była ta sprawa z wypadkiem samochodowym z SuJu... niektórzy fani naprawdę nie mają wyobraźni, ale co poradzić - ludzie są różni -.-'

    Akemi

    OdpowiedzUsuń
  2. przeczytałam całość, interesująco jak zwykle. Śledzę twojego bloga od jakiegoś czasu i szczerze się cieszę, że powróciłaś. Przeczytałam również wywiad, jako absolutna wielbicielka Visual Kei - lecz nie młodych zespołów promowanych przez wielkie wytwórnie, raczej muzyki alternatywnej, w dużej części indies. Zauważyłam w nim wiele nieścisłości - przykładowo przedstawiony był Kamijo jako roadie Malice Mizer po czym wspomiano, że wszystkie zespoły z jego później założonej wytwórni brzmiały identycznie jak MM. Wiele prawdy tu nie ma, chociażby w stwierdzeniu, że skomponował wszystkie utwory - dla Versailles komponuje również Hizaki oraz w mniejszym stopniu Teru zresztą zespół powstał po paru latach od tego "roadie'owania". Matenrou Opera z indies przeszli na major dość szybko i nie wyłapałam u nich brzmienia identycznego jak Malice. Tak więc to naśladowanie de facto dotyczy jedynie Lareine.
    Facet, który udzielał wywiadu skupiał się na dużych wytwórniach wywodzących się od Yoshikiego. A co z takimi, jak powiedzmy Midi:Nette? Czyżby zbyt czysty biznes, by w ogóle wspomnieć o nim? Może zniszczyłby wrażenie okrutności VK, jaka została przedstawiona w wywiadzie?
    Nie będę się dłużej rozpisywać, ale tak naprawdę zbyt dużo było tam uogólnień i różnego rodzaju pomijania żeby wywiad był wiarygodny, naprawdę wiarygodny. Z pewnością jest wiele prawdy w pisaniu utworów przez jednego człowieka a potem kręcenie, z pewnością jest sporo prawdy w regułach o sprzedawaniu licencji wytwórniom major, ale nienawidzę tekstów nieobiektywnych, nieukazujących tych dobrych i czystych stron Visualu. Bo i takie są.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ah, wrócę jeszcze do fanów. Sama uważam się za niemal obsesyjną fankę, cóż, wżeram się w ulubione zespoły całym sercem i nie wyobrażam sobie życia bez nich. Ale stwierdzenie, że jak nie będzie image a gwiazda będzie "chodziła rano po bułki i masło", to fanów nie będzie, jest zdecydowanie nieprawdziwe. Myślę, że jedyne, czego nie będzie, to FANGIRLI, takich typowych, najbardziej typowych. Fan ucieszy się najbardziej, widząc swojego wiecznie perfekcyjnego idola przemykającego w pośpiechu, rozczochranego i bez make-upu do sklepiku. Takie są przynajmniej moje odczucia, nie wiem, może mam jakiś dziwny sposób myślenia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Są różni ludzie czy to w Azji czy to w Europie czy w USA. Ja osobiście nigdy bym nie kupiła prezentu swojemu idolowi przecież nie na takie rzeczy go stać, ale ja jestem podła z natury:P Nie śmieszą mnie takie fanki, które całe życie poświęcają swojemu idolowi, zawsze mnie zastanawiało co siedzi w głowie takiej dziewczyny, że dosłownie zakochała się w panu z telewizji. Wydaje mi się też, jakkolwiek tacy fani są uciążliwi dla gwiazd tak cieszą oni agencję, im więcej fanów tym więcej pieniędzy i gwiazdy o tym wiedzą więc się na to godzą Nie ukrywajmy idole istnieją tylko dzięki fanom. Posiadanie takich fanów jak i anty-fanów to takie ryzyko zawodowe, pełnią w pewnym sensie funkcje publiczną jeśli im się to nie podoba to znaczy, że się do tego nie nadają i ja osobiście nawet najbardziej obmacanemu nie współczuję:)

    OdpowiedzUsuń
  5. ash i okazało się, że nie jestem nikogo fanką, hmm niestety nie stać mnie nawet na płytę a co dop mam powiedzieć o sprezentowaniu rzeczy.

    Ale na swoje usprawiedliwienie mam to że gdyby tacy powiedzmy: BigBang, TVXQ, JYJ przyjechali do Polski na pewno udałabym się na koncert, bez względu na msc:P

    xoxox
    Kami

    OdpowiedzUsuń
  6. Przeczytałam Twój wpis i pierwsze pytanie, które mi się nasuwa to "Po co to wszystko?". Całe to zachowanie "fanek" jest jak filozofia na moich studiach o pfofilu ścisłym - bezsensowne, nic nie wnoszące, zatruwające innym życie. Pomijam już celebrytów, których bezpośrednio to dotyka, ale przecież cierpią na tym prawdziwi fani, którzy, po kilku takich wyskokach pseudo-fanów, zaczynają być przyrównywani do tego "motłochu". Aż boję się pomyśleć, co się dzieje na koncertach koreańskich, czy japońskich gwiazd - pewnie bez maczety ani rusz:P

    OdpowiedzUsuń
  7. bardzo ciekawa notka, oby więcej takich :)
    o "fanach" mam bardzo podobne zdanie. ogólnie uważam, że większość oficjalnych fan clubów niczym nie różni się od naszych obrońców krzyża (tylko że u nich tym krzyżem jest artysta). od jakiegoś czasu pisałam tekst na ten sam temat, może nie jest tak dobry jak Twój ale zapraszam do przeczytania ^^

    OdpowiedzUsuń
  8. Przeczytałam, i jestem pod wrażaniem, czasami siedząc tu w Polsce, nie zdajemy sobie sprawy z tego jacy potrafią być fani, gdy czytałam sobie twój post, przypomniał mi się ostatni post wpisany na stronie JSK, w którym pewna fanka chwaliła się, że w Budapeszcie spotkała aktora, którego przez dłuższy czas prosiła o autograf i zdjęcie, było to dla mnie dziwne, przecież jak była z siostrą, nie było tłumów ludzi to co mu zależało dać jej ten jeden autograf ? Zdałam sobie sprawę jak ciężko musi być takiej gwieździe spotykać się z fanami ( gdy ma tak przykre doświadczenia z fanami ), zdając sobie sprawę jacy oni mogą być różni i nieobliczalni, myślę że na takim zachowaniu fanów tracą osoby, takie jak ja niby fanka ale nie do końca.

    OdpowiedzUsuń
  9. Biznes to biznes nikt nie powiedział ,że jest tam różowo.Sama czytałam kilka artykułów o tym,żeby mieć jakiekolwiek pojęcie.Nie chciałam mieć wizji w kolorowych barwach bo wiem,że tak nie jest.Czasem boli kiedy się to czyta,ale dla mnie to dobrze.Wolę poznać prawdę,która boli,szokuje,niż żyć w słodkim kłamstwie,które prędzej czy później wyjdzie na jaw.To nie ma sensu.
    Madzia**

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są moderowane.
Komentarze z linkami + "Zapraszam do mnie" będą usuwane.