piątek

prawdziwi fani


czyli o wyższości koreańskich fanów nad międzynarodowymi....

Sprawa nie jest już jakaś szczególnie świeża, ale warta odnotowania, bo oto w maju po długim oczekiwaniu EXO miało swój comeback. Na M Countdown - program muzyczny,  w którym EXO miało się pojawić z nowym wilczym "przebojem" tłumnie zjechali się fani z odległych zakątków, niestety nie tylko kraju. Niestety bo zagraniczni fani, którzy grzecznie ustawiali się w kolejce do wejścia zostali niezbyt miło z tejże kolejki wyproszeni … Ba! Wyrzucono nie tylko białych fanów, ale także Azjatów, którzy nie wyglądali na Koreańczyków przez ludzi z SM.

Sprawa ta jest doprawdy zabawna, bo aż śmiać się chce jak to agencje zabiegają o zagranicznych fanów, kreują się na otwarte i takie pro światowe, chwalą się gdzie one to nie zorganizowały koncertu, a jak już do jakiegoś dojdzie, to wychwytują kamerami wszystkie białe twarze na widowni, a kiedy okazuje się, że obcokrajowcy zamiast siedzieć spokojnie w swoim kraju i grzecznie kleić się do ekranu monitora, czekając aż ktoś raczy się wybrać w tamtejsze strony, decyduje się ruszyć na występ do Korei, to pojawia się problem. Widać, komuś bardzo nie pasuje, że zabierają miejsce Koreańczykom. Czyżby Korea była tylko dla Koreańczyków?

Jeśli nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. Ale czy na pewno tym razem? Przeanalizujmy sobie to pokrótce. Co taki zagraniczny fan zrobił aby przyjechać na występ. Kupił  bilet lotniczy, zakwaterowanie, płytę. Z czego agencja zarobi jedynie na tym ostatnim. Chyba, że miała wyjątkowe szczęście i fan szarpnął się także na ich pierwszą płytę sprzed roku. Co innego rodacy. Z takiego koreańskiego fana to ciągnie się aż miło. Tam bycie fanem to nie żarty w "polskim stylu", że kupię sobie plakat i przeglądnę wszystkie filmiki na YouTube, a potem wrzucę ze dwa zdjęcia na fejsa z wyznaniem miłości do pana X, a i mogę już nazywać się wielkim fanem bo na dokładkę znam jeszcze jego datę urodzenia. W Korei bycie fanem to poważne zobowiązanie wobec swojego ulubieńcy. Bycie w oficjalnym fanklubie to podstawa, kupowanie płyt to obowiązek i przepustka aby dostać się do wszelkich programów muzycznych ( gdyż tam wpuszczani są jedynie fani, a dowodem na to jest zakupiona płyta i najlepiej gdyby na jednej się nie skończyło (  najlepiej kupić wszystkie dostępne okładki ). Fan, który złapie przynętę przygotowaną przez agencję jest w stanie wydać bardzo dużo nie tylko na wszelkiego rodzaju gadżety, płyty,bilety na koncerty, fan-meetingi , ale kupi także w dużej ilości promowane przez niego produkty byle tylko mieć szanse dostania się na rozdawanie autografów czy uściski. Oczywiste jest więc, że z ekonomicznego punktu widzenia dla agencji to właśnie krajowy fan jest najważniejszy i o niego dba się w pierwszej kolejności w nadziei że zatrzyma się go przy sobie jak najdłużej.


Zagraniczni fani, a mam na myśli tych białych to tylko miły dodatek do kariery. I tylko tyle. Ich obecność podnosi jedynie prestiż samego idola w oczach jego rodaków, którzy są cali w skowronkach, ze ktoś od nich zdobył popularność i jest podziwiany za granicą - chociaż nie ma się co oszukiwać, tj. dla wielu Koreańczyków niepojęte jest że grup X lub Y ma tyle fanów, bo prezentuje poziom dość niskich lotów.....  Jak mówił kiedyś bodajże JYJ koncerty w Europie to dla nich tylko ciekawostką, chwilowa przygoda, w kategorii zysków takich koncertów się nie rozpatruje. Wielu fanom spoza Korei nawet nie przyjdzie do głowy, aby kupić oryginalną płytę skoro jest dostępna za darmo do ściągnięcia w internecie a linki do pirackich plików można znaleźć praktycznie wszędzie, no bo po pierwsze taka mentalność, po drugie garść wymówek –że mnie nie stać, że trudno dostępne, że w sumie to ta płyta taka sobie, że ja tego nie traktuje aż tak poważnie. Nie kupi także reklamowanych przez idola produktów, no bo niby jak i gdzie i właściwie po co? Zachodni fan w odróżnieniu od koreańskiego sympatyzuje z kilkoma zespołami – w skrócie ze wszystkimi i z nikim, skaczą od jednego na drugi co miesiąc, zmienia się to im jak w kalejdoskopie. Gdy przyjdzie do kupowania płyt, to nie wiadomo czy kupić, bo zaraz będzie miał comeback X lub Y i w końcu nic się nie kupuje. Tymczasem koreański fan zwykle ma upatrzony tylko jeden zespół i to jemu poświecą całą swoją uwagę i jako punkt honoru stawia sobie wspieranie go pod każdym możliwym względem, bowiem taka jest właśnie idea bycia prawdziwym fanem w Korei. 

Trudno byłoby jednak udowodnić, że w tym konkretnym przypadku  M Countdown nie wpuszczono na nagranie zagranicznych fanów, właśnie z tych powodów, bo wejście zamknięto także przed Japończykami, na których agencje zarabiają prawdziwe pieniądze, ale bez wątpienia z ekonomicznego punktu widzenia na pewno cenniejsi dla agencji są fani krajowi, niż ci biali. Chociaż rynek koreański nie jest duży więc ogromna liczba fanów międzynarodowych powinna zachęcać do otwartości i szerokich uśmiechów koreańskie agencje, no bo z pewnością co któryś tam fan kupuje jednak te płyty i zasila ich kasę. Nic jednak z tych rzeczy. Śmieszne to nawet, bo ta opiewana wszędzie koreańska ksenofobia, chyba ma jakieś przełożenie na Hallyu, tj. obcokrajowcy są super jak podziwiają wszystko co koreańskie i można z nich ciągnąć kasę ale na odległość no i ewentualnie jak przyjadą na wycieczkę powydawać swoje pieniądze, a jak już podejdą bliżej i będą chcieli uszczknąć tego co było zarezerwowane dotąd  dla Koreańczyków, to nagle okaże się, ze "To nasze! Nie ruszaj!". Dobrze jest właśnie zauważyć, że ta koreańska "kpopowa" otwartość jest tylko na odległość - jeżeli ktoś się chce zbliżyć, to czeka go rozczarowanie, bo nikt na niego nie czeka z otwartymi ramionami. Wiele fanklubów jest zamkniętych dla obcokrajowców, do innych trudno się dostać. Agencje nic nie robią aby ułatwić dostęp do informacji. Koreańscy fani nie są zainteresowani jednaniem się z osobami spoza granicy, którzy przecież nie są dla nich prawdziwymi fanami, bo nie należą do oficjalnego fanklubu, który dwoi się i troi aby wynieść swojego ulubieńca na szczyty popularności, a tu jeszcze jacyś  "obcy" roszczą sobie  prawa do ich ulubieńców i zajmują miejsca w nagraniach do  programów muzycznych, na których pierwszeństwo wstępu z założenia powinni mieć przecież tylko prawdziwi fani....

Komentarze są moderowane. Wpisy z cyklu " link" + "zapraszam do mnie" będą usuwane.

12 komentarzy:

  1. Dzięki za pokazanie mi pewnych faktów, których nie zauwazałam. W sumie to prawda,że fan krajowy za granicy jest cenniejszy, ja sama nie trzymam się sztywno jednego zespołu czy osoby( z jednym wyjątkiem:*))Do tej pory zakupiłam jedną płytę koreańskiego artysty, przymierzam się do kolejnej. jesli k-pop chcę się rozwijac powinnien jednak pomysleć lepiej o zagranicznych fanach

    OdpowiedzUsuń
  2. nie miałam pojęcia
    pozostaje wzdychać daleka,.... bardzo daleka

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaczynam się przyzwyczajać, że w tym światku jeden absurd goni kolejny..... Ale co do zagranicznych fanów, to nie do końca się zgodzę. Oczywiście jest mnóstwo takich fanów, którzy nie kupują płyt i kochają 20 różnych zespołów, bo coś tam, ale z własnego doświadczenia nawet mogę powiedzieć, że są też tacy, którzy owszem lubią kilka zespołów, ale tak naprawdę są fanami jednego i tylko jemu poświęcają naprawdę dużo czasu i pieniędzy. Jednak ta pseudo otwartość na zagranicznych fanów jest.... no co tu dużo mówić, załamująca i obawiam się, że jeszcze przez kilka ładnych lat się ten stan nie zmieni. Może później, gdy kpop stanie się jeszcze bardziej popularny w EU i Ameryce coś w tym wszystkim ruszy i np. zapisanie się do oficjalnego fanclubu dla kogoś chociażby z PL nie będzie większym problemem.
    Świetny wpis, jak zawsze! Czekam na następny ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Krzywdzące trochę.No,ale cóż poradzić.Takie życie.Mam nadzieję,że się to zmieni.To mnie strasznie denerwuję.Takie wywyższanie się.I czym? To,ze oni wspierają ich i takie tam to jest ok.Dobrej opini to oni nie mają.Niekiedy zachowują się jak szaleńcy.
    Myślałam,ze zahaczysz o temat rosyjskich fanek,którą są hejtowane tylko dlatego,że zrobiły sobie zdjęcia z chłopakami.
    Ludzka głupota granic nie zna.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nierzeczywista X27 lipca 2013 22:27

    Hej, super blog! Ale nie zauważyłam żeby tu był Mike He :) Uwielbiam go ^^ Też mam bloga, może wpadniesz?

    http://fioletowe-usta-na-niebieskim-ciele.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpadłam, ale niestety musiałam go bardzo szybko opuścić, to znaczy po jakiś 5 sekundach zaczęłam szukać x, bo zostałam porażona muzyką, która na twojej stronie włącza się automatycznie ... niestety głośnik miałam ustawiony prawie na max ... Wiem, ze to indywidualna decyzja autora bloga, czy doda sobie muzykę czy nie, ale z tego co zauważyłam większości osób reakcja na automatyczne piosenki na blogach są takie same jak moje - chcą jak najszybciej pozbyć się niechcianej muzyki - bo najczęściej sami już w tym samym czasie czegoś słuchają - i najprostszym rozwiązaniem jest po prostu zamknięcie całej strony. ... Smutne ale prawdziwe ...

      Usuń
  6. Podałam linka do twojego wpisu na Polskie Forum JYJ :)
    Podoba mi się artykuł. Piszesz z własnych doświadczeń? Marzy mi się wyjazd do Korei i chciałabym zobaczyć koncert moich ulubieńców, ale po twoim wpisie to hmm... O_o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie piszę z własnych doświadczeń i co najlepsze wcale mnie nie ciągnie na kpopwy koncert/nagranie do programu, no może z ciekawości to bym się przeszła, ale generalnie to nie za bardzo jest to co tygrysy lubią najbardziej :D. Tak czy inaczej właśnie mi uświadomiłaś, że nie podałam źródeł - i teraz będę musiała ich znowu szukać o_O, masz ci los ...

      Usuń
  7. Nierzeczywista X5 sierpnia 2013 22:29

    Muzyki już nie ma :) Twoja krytyka jest dla mnie wartościowa, bo Twój blog jest jedną z moich inspiracji.

    Może teraz zostaniesz na dłużej?

    Pozdrawiam i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Japoński Geodeta8 sierpnia 2013 12:21

    dopiero dzisiaj odkryłam tego bloga i muszę przyznać, że się w nim zakochałam! wszędzie śliczne, wręcz kawaii zdjęcia bishów, a nagłówek pokonuje wszystko "ja tu tylko siedzę"~ ^.-
    hm ... czy na tych dolnych zdjęciach jest zespół SHINee?

    OdpowiedzUsuń
  9. Moim zdaniem to totalna paranoja, ale prawda jak nic. My, Europejczycy lub jak Ty to napisałaś "biali" zupełnie inaczej odbieramy bycie fanem. Zupełnie inaczej czyli jak? Wydaje mi się, że dla nas bycie fanem oznacza przede wszystkim miłość do muzyki, jaką tworzy dany zespół/wokalista. Dla Koreańczyków to przede wszystkim miłość do każdego z członków boysbandu, totalne zauroczenie przekraczające granice absurdu. Mam wokalistę, którego uwielbiam. Choć chciałabym to jednak nie kupuję jego płyt bo mam pewne za i przeciw. Nie chodzę na koncerty, bo nawet jeśli bym chciała, nie mam okazji. Jestem zagraniczym fanem. Wyszukuję informację o moim ulubieńcu na wszystkich serwerach, na okrągło słucham jego muzyki, itp. Czy jednak to, że nie kupuję płyt i nie chodzę na koncerty ma mnie przekreślać jako fana? Nie sądzę. Gdybym została potraktowana, jak ci biali ludzie, na ich miejscu po organizatorach koncertu nie pozostawiłabym suchej nitki. Ale tak właśnie jest w Korei. Masz absolutną rację. Koreańscy fani to nie żarty. Są straszni. Wiele koreańskich aktorek padło ich ofiarą. Na przykład Yoon Eun Hye (Missing You, Goong) wielokrotnie padała ofiarą antyfanów. Jeden z nich uszkodził jej rogówkę, ale słyszałam że dzieją się gorsze rzeczy. Ale warto zwrócić uwagę, że tacy fani to w większości jeśli nie tylko, fani gwiazd k-pop'u. Świetny post. zapraszam do mnie ;]

    http://sakuraotori.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarz nie pojawił się od razu, bo zawierał link i został zablokowany automatycznie. Dopiero dziś zauważyłam, że sobie czeka w kolejce do zatwierdzenia.

      Usuń

Komentarze są moderowane.
Komentarze z linkami + "Zapraszam do mnie" będą usuwane.